Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą monika siedzyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą monika siedzyk. Pokaż wszystkie posty

23 sierpnia 2015

Targowisko próżności







To była jedna z tych sesji, których zamysł gdzieś tam plątał się po głowie od bardzo dawna i dość długo czekał na swoją kolej. Gdy tylko kilka miesięcy temu wypatrzyłam ośmiornice wśród mrożonek w Biedronce wiedziałam, że to jest to, czego szukam. Rzecz w tym, że długo nie umiałam się zebrać żeby to zrealizować, zwłaszcza przy innych projektach, braku kasy, motywacji i zamysłu konkretniejszego niż "no, bo ja chcę ośmiornicę na zdjęciach". Jedyne co wiedziałam na pewno to to, że prędzej czy później to zrobię i że nie muszę się martwić o modelkę. Zapytanie Moniki co o tym sądzi było w zasadzie tylko formalnością, bo znamy się już chyba na tyle dobrze, że i tak byłam pewna, że ten koncept ją zainteresuje. Problem polegał na tym, że żadna z nas nie miała specjalnie pomysłu na stylizację i to w jaki klimat konkretnie pójść. Na dodatek były inne sesje, które chciałyśmy zrealizować, więc tak się to przeciągało w czasie. Dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy na dwa dni przed dniem tej sesji dostałam od Moniki wiadomość, że ośmiornicę kupiła już dawno, w międzyczasie zdążyła przygotować stylizację i w sumie to jeśli tylko mam czas to możemy działać. Myślę, że nie mogła wybrać lepszego momentu, bo nie dość że czasu miałam sporo, to nowa sesja była właśnie tym, czego mi było trzeba najbardziej. A ta sesja z cała pewnością była specyficzna :) Stylizacje Moniki ogólnie mają to do siebie, że zawsze wzbudzają mniejsze lub większe zainteresowanie przechodniów. Nigdy nie zapomnę pana, który przyglądał nam się, gdy Monika przygotowywała włosy i makijaż podczas sesji z rogami, a pewien staruszek zwyzywał ją od diabłów. Tym razem również ciekawskie spojrzenia i różnego rodzaju (i intencji) uwagi towarzyszyły nam niemal od samego początku zdjęć. Wyjątkowo rozbawiła mnie pewna pani, która stojąc za ławką jakiś metr od nas była chyba przekonana, że wcale nie widzimy, że bezczelnie się patrzy od 10 minut. Pewien starszy pan stalkował nas przez dużą część sesji, a niektórzy ludzie podchodzili i równie zainteresowani, jak i speszeni dopytywali, czy ośmiornica jest prawdziwa. O ile wgapianie się i czasem wręcz kpiące uwagi potrafią irytować, tak uwielbiam, gdy ludzie wydają się autentycznie zainteresowani tym, co robimy. To bywa bardzo miłe, gdy podchodzą, zagadują, chwalą stylizację czy makijaż. W taki ludzki, sympatyczny sposób :) W każdym razie, na pewno była to sesja, która zapadnie mi w pamięć. Miałyśmy masę zabawy przy realizacji jej, bo gdyby tłum gapiów nie był wystarczający, to zmagałyśmy się też z muchami.


Jak pewnie nie tak ciężko się domyślić... ośmiornica śmierdzi. O ile na początku sesji nie było z tym większego problemu, tak pod koniec niemal nie sposób było się odpędzić od chmary much. Miałam sporo zabawy przyglądając się każdemu ujęciu z serii dokładnie, próbując je wypatrzyć i wyeliminować w procesie obróbki. Z perspektywy żałuję, że nie sfotografowałam głowy Moniki, w momencie, gdy zdjęła z niej ośmiornicę (te zdjęcia były wykonane jako ostatnie, dosłownie w ciągu ostatnich 5 minut sesji), bo w rekordowym momencie siedziało na niej chyba ok. 20 much. 














29 listopada 2014

Devil's own


Wystarczyło, że któregoś razu w rozmowie z Moniką na Facebook'u rzuciłam, że marzy mi się kiedyś sesja z rogami i tydzień później już ją realizowałam. Ja niby w głowie miałam obraz rogów mniej diabelskich, a bardziej bawolich, ale że akurat takie łatwiej było zorganizować w krótkim czasie i od razu Monika miała stylizację odpowiednią to poszłyśmy w tym kierunku. Wbrew pozorom nie było inspirowane Maleficent, my miałyśmy w głowie raczej obraz córki bądź kochanki diabła/demona, ale myślę, że na tym właśnie polega urok fotografii, że każdy może interpretować po swojemu. Jeśli ktoś widzi w tym Maleficent to jest mi bardzo miło, bo podobał mi się ten film i jestem ogromną fanką charakteryzacji Angeliny Jolie w nim. Jestem ogromnie wdzięczna Monice i szczęśliwa, że miałam okazję zrealizować ten projekt. Ostatnio w rozmowie z przyjaciółką powiedziałam, że Monika jest fotograficznie jedną z najlepszych rzeczy jakie mnie spotkały i z każdą kolejną wspólną sesją utwierdzam się w tym przekonaniu. Wiele modelek się przewinęło przed moim obiektywem i cenie je sobie bardzo, ale Monika to osoba mi szczególnie bliska pod tym względem, bo rozumie moją bajkę, a ja rozumiem jej. Myślę, że mamy tak dobrą relację głównie dlatego, że w gruncie rzeczy chcemy opowiadać te same bajki i odbieramy je w podobny sposób. Ciężko trafić na kogoś takiego. Wracając jednak do samej sesji - trochę nie miałyśmy szczęścia jeśli chodzi o warunki, bo było koszmarnie zimno, mgliście i mimo, że sprawdzałam wcześniej o której powinno zacząć się ściemniać to pogoda nas zaskoczyła i przeklinałam się w duchu, że nie wzięłam statywu. Mimo wszystko jak widać udało się jednak coś stworzyć i bardzo się cieszę, że nie musiałyśmy powtarzać tej sesji. To co widzicie niżej to nie są jeszcze wszystkie zdjęcia, bo nad niektórymi wciąż pracuję.
















mod: Monika Siedzyk

12 listopada 2014

Journey to the past



Cóż, już raz się tu zachwycałam Moniką oraz współpracą z nią i wygląda na to, że jeszcze wiele razy będę to robić. Naprawdę myślę, że spotkało mnie wielkie szczęście, że trafiłam na modelkę, która tak dobrze mnie rozumie i w fotografii szuka dokładnie tego samego, co ja. To wbrew pozorom nie takie łatwe i mimo, że uwielbiam większość dziewczyn, z którymi miałam okazję współpracować i zwykle mam z nimi bardzo dobry kontakt, to jednak sesje z Moniką uważam za naprawdę wyjątkowe. Ogromnym ich plusem jest przede wszystkim to, że tak naprawdę przychodzę na gotowe. Nie muszę się stresować stylizacją, makijażem, ekipą, co pozwala lepiej skupić mi się na samych zdjęciach i późniejszej obróbce. Monika to takie trzy - a może nawet i cztery - w jednym. Stylistka, wizażystka, fryzjerka oraz modelka. Często się mówi, że nie można być dobrym we wszystkim, ale ona zdecydowanie przeczy tej zasadzie! Dzięki niej zawsze po sesji mam wrażenie, że fotograficznie weszłam na jakiś stopień wyżej, posunęłam się do przodu. I nawet jeśli był to krok niewielki to dla mnie bardzo ważny i dający mi ogromną satysfakcję. Chyba każdemu fotografowi życzę takiej modelki, bo to najprawdziwszy skarb!













mod: Monika Siedzyk


30 czerwca 2014

Canvas of life


Każdy, kto choć trochę mnie zna lub kojarzy moje upodobania wie, że uwielbiam tzw. expressive portraits. Oczywiście, bardzo lubię też inne kierunki w fotografii ludzi, jak np. fashion czy conceptual, ale moją nieuleczalną miłością zawsze były portrety, a im bardziej charakterystyczne i klimatyczne - tym lepiej :) Odkąd pamiętam miałam fioła na przeglądaniu tego typu zdjęć i od momentu, gdy zaczęłam moją przygodę z fotografią, na tworzeniu właśnie takich ujęć się mniej lub bardziej świadomie skupiałam. Zawsze też bardzo ceniłam sobie modelki, które potrafią świadomie zapozować przed obiektywem, oddać emocje i poruszać się z niewymuszoną gracją. Monika jest zdecydowanie jedną z takich modelek. Od momentu, gdy zobaczyłam jej portfolio wiedziałam, że trafiłam na osobę, która rozumie moją bajkę i odda właśnie to, co chciałabym oddać. I się zdecydowanie nie zawiodłam! Wszystkich fotografów, którzy w przyszłości planują z nią współpracę już teraz mogę zapewnić, że na pewno tej decyzji nie pożałują :) Monika to osoba, która nie dość, że wiele na rzecz sesji załatwi (stylizacja, makijaż, koncept...), to jeszcze zapozuje z sercem i zainspiruje. Jest bardzo świadoma tego, co robi, a przy tym ma duży dystans do samej siebie, co sprawia, że sesja przebiega w niesamowicie pozytywnej atmosferze! Nie wspominając nawet o jej urodzie - ogniście rude włosy i charakterystyczne spojrzenie to coś, co z całą pewnością przykuwa uwagę na zdjęciu ;) Mam ogromną nadzieję, ze uda nam się wkrótce powtórzyć współpracę, może tym razem z bardziej zaplanowanym pomysłem, bo to, co widać niżej to tak naprawdę w dużej mierze spontan.














mod: Monika Siedzyk