Wiecie co mnie zawsze irytuje? Takie przeświadczenie, że
'moje postrzeganie fotografii jest najmojsze i każde inne jest złe'. Mieliśmy takiego wykładowcę. Gość miał ogromną wiedzę i większość życia przepracował w zawodzie. Problem polegał na tym, że miał on pewną wizję tego jaki powinien być dobry fotograf. Prawdziwy fotograf. Taki trÓ i w ogóle. Słuchając niektórych jego tekstów po prostu trafiał mnie szlag. Jestem pewna, że każdy z Was co najmniej raz w życiu natknął się na takie mądrości, choćby w internetach. Wiecie, coś w stylu, że prawdziwy fotograf zna wszystkie nowinki ze świata fotografii i tylko lata od wystawy do wystawy. Zna się na każdym aparacie, który wyszedł na rynek. Nie obrabia zdjęć, bo obrabianie zdjęć jest złe i kiedyś ludzie wcale nie obrabiali (to jest mój osobisty faworyt, bo po prostu taka osoba popisuje się swoją niewiedzą). Uważa, że reportaż jest 'prawdziwszy' i trudniejszy niż jakieś tam fashion. I tak dalej. Żeby było zabawniej, często takimi tekstami rzucają osoby, które z fotografią mają wspólnego tyle, co ja z baletem. Czyli nic. I zawsze się wtedy zastanawiam - kto komu dał prawo do oceniania 'prawdziwości' czyjejś pasji, sztuki?

Jak dla mnie fotograf to po prostu ktoś, kto robi zdjęcia zgodnie z tym co czuje. I kurde, ja z ręką na sercu mogę powiedzieć, że wielu zdjęć nie rozumiem. Wielu autorów nie rozumiem. Dlatego też poniekąd cieszę się, że poszłam na tę fotografię, że studiowałam to te dwa lata, bo dzięki temu zobaczyłam wiele zdjęć, które do mnie totalnie nie przemawiały, nie podobały mi się i z własnej woli nie zawiesiłabym na nich oka na dłużej niż ułamek sekundy. To było ciekawe doświadczenie i uświadomiło mi jak wiele jest sposobów patrzenia na fotografię i realizowania się jako fotograf. Rzecz jednak w tym, że dzięki temu daleka jestem od mówienia ludziom co jest słuszne, a co nie. Jedyne co wiem, to to co jest słuszne
dla mnie. Sama wiem jakim fotografem chcę być, jakie zdjęcia tworzyć i co robić. Nie będę latać na setki wystaw, by udowodnić komuś swoją 'prawdziwość'. Nie zostanę nagle fotografem wojennym, żeby pokazywać światu jak cierpią dzieci w Afryce, bo mnie to nie kręci i nie jestem na tyle silna psychicznie, by podołać takiemu zadaniu (poza tym bądźmy szczerzy, pewnie zginęłabym na pierwszej poważniejszej misji tego typu, a życie mi jednak miłe). Nie przestanę używać Photoshopa, bo zbyt wielką przyjemność sprawia mi obróbka graficzna i stanowi ona wykończenie moich prac, a nauce obsługi programu poświęciłam - i dalej poświęcam -wiele czasu. I tak dalej. Nie, nie będę tym, kim ktoś chce, żebym była. Bo nie!
I wiesz co?
Ty też nie musisz.
Szczerze wierzę, że ludzie głoszący takie rzeczy mogą bardzo zaszkodzić. Zwłaszcza osobom młodym, które dopiero zaczynają swoją przygodę z fotografią bądź jakąkolwiek inną pasją. Moja rada dla takich osób jest jedna: nie spełniaj oczekiwań innych ludzi. Choćby nie wiem jak głośno nie krzyczeli i nie wiem jak bardzo byli przeświadczeni o wyższości swoich racji. Twórz dla siebie i w taki sposób w jaki czujesz, choćby to miały być najbardziej banalne zdjęcia jakie dotąd powstały. No bo tak naprawdę to... Who cares? Jeżeli sprawia Ci to przyjemność to jest to jedyna rzecz, która tak naprawdę ma znaczenie.
A Wy? Macie jakieś swoje ulubione mądrości tego typu? :)
Jeśli tak to chętnie przekonam się jakie!
***